Był rok 2012, pierwsze wąsy, prawo jazdyW oczach jeszcze iskierki nadziei, zanim zbladły, zanim zgasłyIdę rano po –inę, stoi postać, jej głowa jest w dymieZwykle są tu staruszki i starcy, nie sądziłem, że spotkam dziewczynę
Ona stała, w łapie dwa szlugi, pierwszy zgasł, więc zapala drugiDym rozmywa się na momencik, ta się na mnie gapi jak KubrickW sensie postać z jego filmu, kojarzysz ten taki Kubrick Stare, nie?Jak chłop stoi, taki: "Hmmm", wiesz, patrzy spode łba, nie? No to tak mniej więcej
No ale wchodzę i staję w kolejce, przy kasie babunia płacze w podzięceŻe te kropelki, co dali jej wcześniej, sprawiły, że nie rozsadzają mięśnieDziewczyna wchodzi, już takie mam szczęście, dalej się gapi jak przedtemKolej już na mnie, mówię: "Przepani, —pa w rozpuszczalnej tabletce"
"Już pan tamtą zużył, był pan w środę, to jest silny proszek, więc dać nie mogęSą zasady, wie pan, niech pan dba o zdrowie i mniej alkoholu, tyle panu powiem"Wychodzę stamtąd, mam serce w gardle, co za farmaceutka, to jest fest nieładneWychodzi ona i ma w ręce siatkę, wyciąga, nie no, pewnie zgadniesz
Nie, nie w willi art deco, nie w tropikach dalekoNie nad Niemnem, nad rzeką, zakochałem się pod aptekąZakochałeś się pod apteką? Zakochałem się pod aptekąGdy jej popiół padał na beton, zakochałem się pod apteką
Nie, nie w willi art deco, nie w tropikach dalekoNie nad Niemnem, nad rzeką, zakochałem się pod aptekąZakochałeś się pod apteką? Zakochałem się pod aptekąGdy jej popiół padał na beton, zakochałem się
Mówi tak: "Cześć, kupiłam ci s—inę, to totalnie dziwne, ale Carpe DiemJeśli dasz mi numer albo adres e-mail, wezmę cię na lufkę albo randkę w kinie""Oo..." — mi w głowie się system zawiesza, przysięgam na HipokratesaStałem jak wryty, nie mając pojęcia, jaki mi życiowy bigos namiesza
Nie, nie w willi art deco, nie w tropikach dalekoNie nad Niemnem, nad rzeką, zakochałam się pod aptekąZakochałaś się pod apteką? Zakochałam się pod aptekąGdy mój popiół padał na beton, zakochałam się pod apteką
Nie, nie w willi art deco, nie w tropikach dalekoNie nad Niemnem, nad rzeką, zakochałam się pod aptekąZakochałaś się pod apteką? Zakochałam się pod aptekąGdy mój popiół padał na beton, zakochałam się
Piłem, paliłem blanty z nią (yhm), żyłem, śpiewałem country z nią (yhm)Śniłem, łykałem tabsy z nią, na nowo odkryłem miasto z niąKupowałem z nią papierosy i zielone Air Maxy z niąPokochałem jej rdzawe włosy, oczy, co jak latarnie lśnią
Gdybym cofnął czas, żeby coś naprawić, to to jedno chciałbym w sobie zabić, boBo zazdrość to okropny nawyk, wciąż ją pytałem o chłopów dawnychO fuck friends i o chłopów stałych, choć wiem, że się facetom podobałaWiem, że bardzo chciała, żebym przestał, nie wiem po co, ale brnąłem dalej
Nie, nie w willi art deco, nie w tropikach dalekoJechaliśmy razem jakimś tam tramwajem, dostaliśmy mandat, tyle ją widziałemNie nad Niemnem, nad rzeką, zakochałeś się pod aptekąMiała moje rzeczy, których nie oddała, do znikania miała naturalny talent
Nie, nie w willi art deco, nie w tropikach dalekoGdy ją wytropiłem po miesiącach paru, to się wydzierała, stojąc pod lokalemNie nad Niemnem, nad rzeką, zakochałeś się pod aptekąNo bo jakiś brutal jej złamał serce, ale o jej wersję nigdy nie spytałem
Nie, nie w willi art deco, nie w tropikach dalekoNie nad Niemnem, nad rzeką, zakochałem się pod aptekąZakochałeś się pod apteką? Zakochałem się pod aptekąGdy jej popiół padał na beton, zakochałem się pod apteką
Nie, nie w willi art deco, nie w tropikach dalekoNie nad Niemnem, nad rzeką, zakochałem się pod aptekąZakochałeś się pod apteką? Zakochałem się pod aptekąGdy jej popiół padał na beton, zakochałem się
Zakochałam się, zakochałam się