Chcesz, zabiorę Cię tam, gdzie sny przychodzą za dniaWeź, co mogę Ci dać, piękno się zbiera po dniach
Ona piękna, ona mmm, ona łuuJej strój w szwach pękaOna musi być z piekłaNiczym duch, mnie traktuje, jakbym był z powietrzaA jego dusza jest lekkaTylko ból ciągnie w dół, gdy Ciebie nie ma
Przyjdą łzyPrzyjdą znówPrzyjdą łzyPrzyjdą znów
Chcesz, zabiorę Cię tam, gdzie sny przychodzą za dniaWeź, co mogę Ci dać, piękno się zbiera po dniachPowiedz, co bym musiał zrobić, żeby w głowie zamieszkać TwejPowiedz, co wypada robić wtedy, zrobię, ja to zrobięChcesz, zabiorę Cię tam, gdzie sny przychodzą za dnia
Życie to jest przedstawienie, a ja nie mam maskiI z Tobą jak w Blackjacka gram w otwarte kartyJak kocha, to poczeka, no więc czekamŻebyś Ty przestała w końcu mnie traktować jako backupJesteś każdym dźwiękiem w moim telefonieBardzo boli, kiedy w szpilkach chodzisz mi po głowie, możeMoże kiedyś powiesz mi to samo - liczę na to bardzoZobacz, jak pasują nasze dłonieWięc nie puszczę nawet na noc jej
Nie zobaczę Twoich łez, obiecałem Ci toLubisz, kiedy leci jazz, kiedy leci VitoW dzień jesteś jak cień, w sensie bardzo bliskoA w nocy boję się, bo to wszystko znikło
Wiedziałem, że to jest prawdziwe, kiedy Twoje imię stało się nagle uczuciem dla mnieI kiedy je słyszę, no to biegnę tyle, ile sił mam, tak jak zakochany kundel, skarbieWystarczy tylko słowo, że mi powieszTo zaraz będę obok, i od razu Cię zabioręTam, gdzie można wejść tylko we dwojeBo swoje oczy widzieć chcę tylko patrząc w Twoje
Chcesz, zabiorę Cię tam, gdzie sny przychodzą za dniaWeź, co mogę Ci dać, piękno się zbiera po dniachPowiedz, co bym musiał zrobić, żeby w głowie zamieszkać TwejPowiedz, co wypada robić wtedy, zrobię, ja to zrobięChcesz, zabiorę Cię tam, gdzie sny przychodzą za dnia